
Historia opowiada o przygodach zwykłego chłopaka. Nie jest to ktoś szczególnie ciekawy. Dziewczyny go olewają, a kumpli też nie ma zbyt wielu. Często zastanawia się czemu ludzie nie zostają superbohaterami, takimi jak postacie z komiksów. Przecież życie jest nudne i przewidywalne. I w tym momencie postanowił zostać jednym z nich. Jednak jak ktoś kiedyś powiedział: per aspera ad astra.

Film zaczyna się identycznie jak komiks. Z czasem jednak zaczyna się dostrzegać mnóstwo drobnych zmian w fabule, które stają się całkiem znaczące. Inaczej skończył się np. wątek miłosny, a i pomimo iż trup również pada gęsto, to brutalność nie jest aż tak mocno uwypuklona. Nawet scena tortur nie razi tak mocno. Film jest naprawdę zabawny, i uśmiech gościł cały czas na mojej twarzy, przez co nawet kilka godzin po seansie nie mógł z niej zejść.
Aktorzy dobrani bardzo dobrze, nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli Kick Assa i Hit Girl. Martwiłem się czy Nicolas Cage po ostatnich dziełach pokroju Ghost Ridera da radę, ale obawy okazały się całkowicie niepotrzebne:)
Muzyka jest również świetnie dobrana, Prodigy na początku pozytywnie nastraja, a gdy w pewnym momencie puscili Ennio Morricone uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Szkoda jedynie że na płycie z soundtrackiem nie pojawiły się wszystkie piosenki wykorzystane w filmie. Szczególnie brakuje mi dwóch kompozycji Johna Murphyego, w tym In a Heartbeat z 28 weeks later.
Jeszcze jedna ciekawostka która rzuciła mi się w oczy. Pomimo prawa do komiksu są u Marvela, to w tle przewijają się postacie nie tylko z tego wydawnictwa. W kawiarni w której siedzą jest wielki plakat z Hellboyem, rozmawiają o Batmanie, a i nawet wspominają Scotta Pilgrima.
Podsumowując, komiks jest średni, zaczyna się ostro, a kończy nieciekawie. Film jest o niebo lepszy od swojego pierwowzoru, zaczyna się świetnie i jeszcze lepiej kończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz